Gasnę jak płomień świecy. Nie potrafię w pełni odczuwać szczęścia i radości. Brakuje mi prawdziwego przyjaciela, kogoś, z kim mogłabym dzielić troski życia, kogo mogłabym po prostu pokochać. Mam 23 lata, jestem piwnooką – podobno ładną – blondynką, studiuję i pracuję. Mimo że mam wielu znajomych, czuję się niezwykle samotna. W głębi mego serca tli się jednak jeszcze iskierka nadziei, że gdzieś jesteś i odezwiesz się. Proszę, napisz, na pewno nie pożałujesz.
Marzena
[Jestem 1/2001 s. 47]
Tak, od tego ogłoszenia w gazecie Jestem wszystko się zaczęło, a więc ponad 7 lat temu…
Dziś jest 26. kwietnia 2008 roku. Ona, czyli Marzena ma imieniny. Jest pewnie radosna, zadowolona z życia, szczęśliwa… Ja odwrotnie… Niewyobrażalny smutek, żal, rezygnacja… To wszystko mi towarzyszy od dnia 25. stycznia 2005 roku. Ten dzień zapamiętam do końca swojego życia! Życia, które nie ma dla mnie żadnego większego sensu… To Jej zasługa…
Dziś proszę Boga o dwie rzeczy: by nie trzymał mnie długo na świecie oraz by wybaczył Marzenie. To, co mi zrobiła po wielu latach mojej szczerej miłości, szacunku, ogromnej pomocy… było naprawdę okrutne. Oby nigdy nie musiała przechodzić przez to, co ja przez Nią przeszedłem, przechodzę i do końca swego ziemskiego bytu będę przechodził…
Andrzej
P.S. Marzena pamiętaj, że każdy z nas może zachorować. Jednak to nie jest powód, by go zostawiać po tym, co dla nas zrobił. Dlaczego? Bo można mu zniszczyć życie, jak Ty zrobiłaś z moim…