Jeżeli więc przyniesiesz swoją ofiarę na ołtarz i przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw przed ołtarzem ofiarę i najpierw idź pojednać się z bratem. Potem wróć i złóż ofiarę.*
Mt, 5,23-24
Dziś niestety nie spałem dobrze. Wstałem o 7.22 z bólem głowy. Kolejny dzień do pokonania… Inaczej było w maju 2001 r. Dzień był radosny, słoneczny, przepiękny… Wróciłem z pracy, wszedłem do pokoju i… mnie zamurowało! Na moim biurku leżał list. Będąc w drzwiach usłyszałem głos… Jego głos, że to jest list od tej jedynej… Zaufałem Bogu i zacząłem czytać list…
Jak już pisałem Marzenę poznałem z ogłoszenia w gazecie Jestem nr. 1/2001. Odpisałem na jej ogłoszenie, którego treść znajduje się kilka wątków niżej. Ona zaś odpisała mi dnia 15. maja 2001 r. Taka data widniała na pieczęci z UTP Gryfino 3. Minęło więc kilka miesięcy zanim dostałem pierwszy list od Marzeny. List, który przeczytałem niemalże jednym tchem. Oto jego skrócona treść: strona 1, strona 2, strona 3, strona 4.
Dlaczego ten list przedstawiam? Bo chcę Drogi Czytelniku abyś się przekonał jaką Ona jest naprawdę osobą i jaka była jej miłość do mnie. O ile można w tym przypadku używać słowa miłość. Szczególnie w zestawieniu z jej powodem zostawienia mnie (10 stycznia 2005 r. rezonans magnetyczny potwierdził u mnie krwiaka mózgu a 25. stycznia Marzena mnie zostawiła po prawie 4 latach bycia bardzo blisko ze sobą) i ostatnim listem, który otrzymałem od Niej w czerwcu 2005 r. Zaledwie kilka miesięcy odkąd mnie zostawiła i po tym, jak zmarł Papież Jana Pawła II… Wcześniej jednak usłyszałem z Jej ust wiele przykrych słów… A był to dzień… 2. kwietnia 2005 r. gdzieś po godzinie 19.15. Dzień ten będę pamiętał zawsze. Poprosiłem ją tego dnia o rozmowę. Kiedy rozmawiałem po raz ostatni z Marzeną telefonicznie usłyszałem m.in. bym jej nie zawracał d**y bo ona zaraz (tj. na 20.) idzie do Kościoła pomodlić się za umierającego Papieża… Pomyślałem sobie wtedy, że skoro tacy, jak Ona, ludzie nie szanują jednego człowieka ubliżając mu a dosłownie za chwilę idą na pokaz modlić się za innego człowieka to nie jest to normalne. Wtedy przeczuwałem, że Papież nie będzie żył długo, że umrze tego dnia. Dlaczego? Cóż, Bóg nie wysłuchuje próśb i modlitw obłudnych ludzi…
———————–
*[...] Bez miłości bliźniego żadna ofiara nie będzie skuteczna, czyli nie nastąpi odpuszczenie grzechów przy Bożym ołtarzu. Sąd Boży będzie sprawiedliwy, tzn. będzie dochodził prawa bliźniego do miłości. Nie znajdzie na nim łaski ten, kto nie chciał naprawić wyrządzonej przez siebie krzywdy.