Dobrze, że 1. maja 2008 r. jest ponurym i bardzo smutnym dniem. Brak słońca, padający deszcz, zasłonięte żaluzje w oknie… to moje ulubione środowisko życia odkąd zostawiła mnie Marzena tj. od prawie 3.5 roku. Nic mnie już nie cieszy. Nawet przepiękna majowa zieleń i cudowne widoki rodzącego się życia, które kiedyś napełniały mnie ogromną radością. Dziś nie są w stanie niczego zmienić. Po prostu nie są i… już!
Wtedy również cały dzień padało i było paskudnie przez całą 330 kilometrową drogę ode mnie do Gryfina, gdzie mieszka jak dotąd Marzena. Kiedy to było? Dokładnie 17. września 2001 r. Tego dnia spotkaliśmy się u niej w Gryfinie po raz pierwszy… Samo spotkanie było dość sympatyczne. Po koniec spotkania Marzena poprosiła mnie bym ją… pocałował. Zrobiłem to i wróciłem bardzo zmęczony do domu. Podróż powrotna trwała około 5 godzin gdyż musiałem pokonywać za każdym razem 330 kilometrów w jedną i w drugą stronę. Razem to daje 660 kilometrów. Tak przez prawie 4 lata. Niemalże tydzień w tydzień…
Po naszym spotkaniu Marzena napisała mi list, który przedstawiam poniżej.
Uwaga. Jeżeli list nie będzie zbyt czytelny po wyświetleniu to proszę na nim kliknąć.
List – strona 1, List – strona 2
Przed oczyma mam ciągle Jej słowa…
I uwierz mi, iż jesteś najważniejszym dla mnie człowiekiem. Zaufaj mi. Chcę obdarzyć Cię swoim ciepłem, sprawić byś już nigdy nie cierpiał…
Słowa piękne, wzniosłe, wielkie… Uwierzyłem Jej i zaufałem tak, jak tego sobie życzyła. Ale co z tego? Co z tego, że słowa wielkie skoro zniszczyły mnie i moje życie. Czy słowa wyleczą mnie z depresji, którą może zwalczyć tylko branie odpowiednich tabletek? Gdyby tylko można było cofnąć czas… Gdyby tylko istniała jakakolwiek możliwość wyczyszczenia wszystkiego, co mnie spotkało ze strony Marzeny jak czyści się dysk komputera… Gdyby można było to zrobić to byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Ale nie można, niestety… Takie jest to nasze ziemskie, beznadziejne życie…
Kiedyś Marzena mi powiedziała, że to, co nas spotkało przez te kilka lat bycia razem niejeden człowiek nie otrzymuje przez całe swoje życie. Piękne prawda? Ale co mi po tych 4 cudownych latach skoro przede mną całe dalsze życie w bólu i smutku… Nic nie jest warte mojego ogromnego cierpienia… Pozostaje mi tylko wiara w sprawiedliwość Boga.