Pamiętam nasz pierwszy wspólny wyjazd. Wybraliśmy Karpacz. Było to w lipcu 2002 roku. Postanowiliśmy, że spędzimy tam 9 dni. Podróż była trochę męcząca bo było bardzo gorąco. Po przyjeździe do Karpacza dość szybko poszukaliśmy noclegu w fajnej willi…
Bardzo szanowałem Marzenę i nie nalegałem aby się ze mną kochała. Tę decyzję pozostawiałem Jej. Czekałem cierpliwie, aż będzie gotowa do tego i całkowicie pewna swej decyzji. Zaraz na samym początku naszego pobytu w Karpaczu (na drugi dzień) Ona mnie poprosiła abym się za Nią kochał. Był to dzień 22. lipca 2002 r. Zapewniała mnie, że jest to jej pierwszy raz. Ja miałem wątpliwości co do Jej dziewictwa. Czy słuszne? Nie wiem. Wiem tylko, że czułem się tego dnia przez Nią bardzo oszukany. Ona chyba to czuła bo wmawiała mi, że jestem Jej pierwszym mężczyzną…
Po kilku dniach Marzena zachorowała i miała bardzo wysoką temperaturę. Jak się okazało była to salmonella. Zawiozłem Ją do szpitala 7 kilometrów od Karpacza. Lekarze ją zatrzymali na kilka dni. Ja wracając do willi, w której mieszkaliśmy byłem załamany. Bałem się, że coś jej się stanie. Wstąpiłem w Karpaczu do kościoła. Pamiętam jak się modliłem i prosiłem Boga aby nie zabierał mi Marzeny. Ze łzami w oczach… Tak, bardzo to przeżywałem. Potem wróciliśmy z Karpacza do Gryfina. Marzena chciała być ze swoją rodziną. Tak minął nasz pierwszy wspólny pobyt w górach…