Kanały:
Wpisy
Komentarze

Jeżeli ktoś kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godny. Podobnie jeśli ktoś kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godny. Kto nie bierze swego krzyża i nie naśladuje Mnie, nie jest Mnie godny. Ten, kto znajduje swoje życie, straci je; ten zaś kto traci swoje życie z mojego powodu, znajdzie je.

Mt, 10,37-39

Dlaczego Bóg mnie opuścił? Odpowiedź jest bardzo prosta i jednoznaczna. Dlatego, że pokochałem bardziej człowieka niż Jego! Tak, to prawda… Bóg nakazuje kochać Go bardziej niż jakiegokolwiek człowieka. Nawet najbardziej ukochanego i bliskiego naszemu sercu. Bóg powinien być pierwszą i zarazem najważniejszą osobą w naszym beznadziejnym życiu. Choćby dlatego, że ono należy do Niego! Tylko i wyłącznie do niego. Kto tego nie zrozumie… biada mu. Tak mówi Biblia.

Tak, Marzena, którą poznałem z ogłoszenia w gazecie Jestem nr. 1/2001 była dla mnie kimś wyjątkowym, kimś, kogo kochałem najbardziej i najszczerzej na świecie! Dosłownie! Od samego początku ją tak pokochałem i kochałem przez cały czas trwania naszego bardzo krótkiego związku… Ona była dla mnie całym światem, najbardziej ukochaną na świecie osobą, moją największą miłością… Była wszystkim, co miałem, w co wierzyłem… Nic innego się nie liczyło. Nawet On, Bóg…

Zanim poznałem Marzenę, prosiłem Boga z wielką gorliwością aby dał mi kobietę, która będzie mnie kochała tak mocno, jak ja ją pokocham. Prosiłem Go o kobietę dobrą, wyjątkową… Bóg mnie najpierw wysłuchał (tak mi się wówczas wydawało), spełnił moją prośbę a potem… ukarał. Za co? Za to, że pokochałem bardziej Marzenę aniżeli Jego…

A jednak Bóg mnie oszukał…

Gasnę jak płomień świecy. Nie potrafię w pełni odczuwać szczęścia i radości. Brakuje mi prawdziwego przyjaciela, kogoś, z kim mogłabym dzielić troski życia, kogo mogłabym po prostu pokochać. Mam 23 lata, jestem piwnooką – podobno ładną – blondynką, studiuję i pracuję. Mimo że mam wielu znajomych, czuję się niezwykle samotna. W głębi mego serca tli się jednak jeszcze iskierka nadziei, że gdzieś jesteś i odezwiesz się. Proszę, napisz, na pewno nie pożałujesz.

Marzena

[Jestem 1/2001 s. 47]

Tak, od tego ogłoszenia w gazecie Jestem wszystko się zaczęło, a więc ponad 7 lat temu…

Dziś jest 26. kwietnia 2008 roku. Ona, czyli Marzena ma imieniny. Jest pewnie radosna, zadowolona z życia, szczęśliwa… Ja odwrotnie… Niewyobrażalny smutek, żal, rezygnacja… To wszystko mi towarzyszy od dnia 25. stycznia 2005 roku. Ten dzień zapamiętam do końca swojego życia! Życia, które nie ma dla mnie żadnego większego sensu… To Jej zasługa…

Dziś proszę Boga o dwie rzeczy: by nie trzymał mnie długo na świecie oraz by wybaczył Marzenie. To, co mi zrobiła po wielu latach mojej szczerej miłości, szacunku, ogromnej pomocy… było naprawdę okrutne. Oby nigdy nie musiała przechodzić przez to, co ja przez Nią przeszedłem, przechodzę i do końca swego ziemskiego bytu będę przechodził…

Andrzej

P.S. Marzena pamiętaj, że każdy z nas może zachorować. Jednak to nie jest powód, by go zostawiać po tym, co dla nas zrobił. Dlaczego? Bo można mu zniszczyć życie, jak Ty zrobiłaś z moim…

« Nowsze Posty